czwartek, 10 października 2013

Prolog

Walenie w drzwi nie ustępowało. Ciągły hałas rozpraszał mnie. Krzyczał, wrzeszczał i walił pięściami w drzwi. Zaufał mi, a ja to po prostu wykorzystałam. Nie potrafiłam się pogodzić z utratą najwspanialszej rzeczy w moim życiu. Był dla mnie wszystkim, ale wie że potrzebuje tego bardziej. 

Nogi mi zdrętwiały z siedzenia na zimnych płytkach pomiędzy wanną a umywalką. 
Nadal słyszę " Otwieraj, bo wyważę drzwi ", " Nie żartuje !".
To były początkowe groźby. Wiem, że chce mi pomóc, ale to boli najbardziej. 

Usłyszałam jak opiera się o drzwi i wyczerpany ciągłym krzykiem, siada. 
" Otwórz, błagam ", " Nie jestem zły, to tylko chwila załamania ... "
 
Prycham pod nosem, a on już nie wali w drzwi tylko puka. Siadam, oparta o wannę i zamykam oczy.
Patrzę na plastikowe opakowanie. 

I to wszystko przez ciebie. 

Wrzucam je do sedesu i spuszczam wodę. Spojrzałam na lustro nad umywalką. Dłońmi przetarłam twarz.
Podeszłam do drzwi. Zawahałam się. Słysząc moje kroki, podniósł się z podłogi. Mimo faktu, że go nie widzę, mogę stwierdzić, że wstrzymał oddech, że boi się tak jak ja. 
Przekręciłam klucz i złapałam za klamkę. Ledwo na niego spojrzałam, a już byłam w jego ramionach. 
Uniósł mój podbródek i spojrzał w oczy. Nie wiem, czy chodziło mu o moje źrenice, czy o miłość, ale po tym co odstawiłam raczej to pierwsze. 

-Nigdy już tego nie rób. - to było stwierdzenie, ale musiałam wtrącić swoje dwa grosze.
-Nie obiecuję ... - wyszeptałam, wtulając się w jego pierś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz